wtorek, 27 października 2015

''Cicha woda brzegi rwie...''

                                    1
Zaczęło się jak zawsze szybkie spojrzenie, niewinny uśmiech i krępujące ''czy my się nie znamy?''
    Późny wieczór, a konkretniej prawie środek nocy, Żaneta siedząc przy barze rozgląda się za swoją siostrą. Od dawna nigdzie razem nie były, więc postanowiły w koncu się gdzieś wybrać.
Sylwia lubiła dobrze się zabawić, flirtować z nowopoznanymi mężczyznami. Żaneta skromniej podchodziła do sprawy. Wolała być na baczność ze wszystkimi dotykającymi ją sytuacjami. Musiała dwa razy upewnić się, nim umówiła się z mężczyzną na randkę. Czy nie jest karany, nie ma żony, dzieci i różne podobne sprawy.
Po około dwudziestu minutach wypatrzyła  Sylwię na parkiecie z wysokim przystojnym blondynem. Wyglądał na około 30 lat, lekki zarost dodawał mu subtelności. Uśmiechał się czule, wpatrując się w duże niebieskie oczy Sylwii. Ta bardzo zadowolona tańczyła jakby zapomniała o całym bożym świecie.
  Dłużej tak nie mogłam czekać, podirytowana wstałam by zapytać jej czy wychodzimy. Nagle zza winkla wpadł na mnie mężczyzna. Średniego wzrostu, wyglądał na kulturystę. Zmieszany szybko przeprosił mnie po czym podał moją torebkę z ziemi, która wcześniej wypadła mi z rąk. Zauroczona podziękowałam i szybkim krokiem odwróciłam się na pięcie. W tem nieznajomy złapał mnie za ramie. Odwróciłam się i nasze wzroki spotkały się.
-Słucham? - pośpiesznie zapytałam, poprawiając fryzurę.
- Czy my się nie znamy? - z lekkim uśmiechem na ustach zapytał .
- Sądzę, że widzę Pana pierwszy raz na oczy, ale sądzę też, że to żadna przeszkoda by móc Pana poznać. - odpowiedziałam szybko, jakby diabeł we mnie wstąpił. Nie wierzyłam w to co przed chwilą powiedziałam.
Mężczyzna zaśmiał się po czym stwierdził, że jest tego samego zdania.
Po dziesięciu minutach siedzieliśmy już przy barze pijąc drinki, rozmawiając  w najlepsze.
Niespodziewanie podchodzi Sylwia, szarpie Żanetę  krzycząc, że wychodzi stąd . Wystraszona zerwała się na równe nogi, odstawiła drinka i pobiegła za siostrą. Gdy już była na dworze zobaczyła Sylwie wsiadającą do taksówki. W ostatniej chwili wskoczyła do niej pytając co się do cholery stało.
- Dobierał się do mnie, bezczelnie się dobierał. Nie wiem co by się stało gdybym nie miała gazu łzawiącego przy sobie.
- Spokojnie, byłaś  w barze, nie byłaś sama. Nic by Ci się nie stało kochanie.
- nie prawda, byliśmy na zapleczu a tam nikogo nie było.
-To ile razy mam Ci powtarzać, żebyś najpierw myślała potem coś robiła?
- Będziesz mi teraz prawić morały?
W taksówce zapadła cisza, kierowca co chwilę zerkał w lusterko patrząc to na mnie, to na Sylwie. Nie miałam zamiaru kontynuować rozmowy. Byłam zła .
Następnego dnia rano wstałam lekko zachwianym krokiem powędrowałam do kuchni po szklankę wody. Tam spotkałam Sylwie. Była w nieco gorszym stanie. Spojrzała na mnie i wydusiła z siebie „Przepraszam’’. Spojrzałam na nią podirytowana . Nim zdążyłam coś powiedzieć, dodała :
Ten mężczyzna przy barze wyglądał na naprawdę porządnego, a na dodatek dobrze Ci się z nim rozmawiało... a nie często Ci się to zdarza po życiowych porażkach.
Jeszcze bardziej podirytowana szybko wtrąciłam
- Wcale nie rozmawiało mi się tak... jak mogło to wyglądać, siedziałam tam od niechcenia czekając na Ciebie.
- Pierwszy raz czuje się słusznie winna, w końcu nawiązałaś dialog z facetem. – zaśmiała się Sylwia
- Nawet mnie nie zainteresował więc skończ temat. – wzięłam szklankę wody i zdenerwowana wróciłam do swojego pokoju.
Tak naprawdę ciągle myślałam o mężczyźnie z baru, nawet się nie przedstawił. Skłamałam, bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. To, że był przystojny to tylko dodatek. No dobra, to największa zaleta... I co mi po nim zostało? Nic, kompletnie nic.
Przespałam się jeszcze kilka godzin i byłam jak nowonarodzona. Ogarnęłam się i wyszłam na miasto zrobić zakupy. Sylwii już dawno nie było, obowiązek pracy nie współgra z nocnymi imprezami ale dla mojej siostry nie ma rzeczy nie możliwych.
   Nadszedł wieczór. Leżę zrelaksowana w wannie, napajam się zapachem olejków eterycznych aż tu nagle ktoś bezczelnie przerywa moją sielankę. W pokoju obok dzwoni mój telefon . Staram się nie zwracać a to uwagi, oddzwonię jak wyjdę. Lecz ten dzwonił bez przerwy. W końcu wstałam zdenerwowana i odbieram:
-HALO?- Zapytałam podniesionym głosem.
-Witam czy dodzwoniłem się do Żanety Sawis?
-Tak, a o co chodzi?- Zdziwiona zapytałam.
-Zostawiła coś pani wczoraj w barze przy ulicy Wazów 23/2 . Do odbioru za godzinę, Do zobaczenia!- Po tych słowach mężczyzna rozłączył się pośpiesznie.
Nie miałam wyboru numer zastrzeżony, więc nie mogłam oddzwonić. Musiałam tam iść? Ale po co? Szybko porządkowałam myśli w swojej głowie, co ja mogłam tam wczoraj zostawić. Torebkę mam, miałam w niej wszystkie rzeczy. Sprawdziłam, czy wciąż są w niej mogę gabaryty imprezowe, bo pewnie nie posprzątałam jeszcze zawartości. Wszystko się zgadza, niczego nie brakuje. Więc co to mogło być, nie dowiem się póki się nie przekonam.
 40 minut później byłam już gotowa do wyjścia, w drzwiach minęłam się z Sylwią.
- Dokąd się wybierasz?- Zapytała Sylwia.
- Do baru.
-Ty do baru? W środku tygodnia? A dodatek sama? – Multum pytań ze strony Sylwii, jakby to było coś niewiarygodnego.
- Tak, nauczyłam się tego od ciebie. Tak bardzo się zgorszyłam. – Żaneta pośpiesznie zamknęła drzwi i wyszła.
Sylwia stała chwilę nie dowierzając. Sięgnęła do kuchni by odgrzać obiad i usiadła przed telewizorem.



CDN ;-)

piątek, 9 października 2015

Jesień- krótka historia


       Było to wówczas, gdy jak co dzień, wracałam do domu. 
Panowała wtedy wczesna jesień. Jak zawsze piekna, owocująca w barwne liście i kasztany zwiastujące mroźną zimę.Bociany już dawno nas opuściły, a zwierzęta zaczęły zbierać pożywienie na czas zimy. Leniwe słońce ukazywało się z za złotych koron drzew a chłodny wiatr ocierał się o moje policzki. Pogoda napawała mnie melancholią.
To co chce wam opowiedzieć, wydarzyło się, gdy zapatrzona w pustą ścieżkę do parku, ni stąd ni zowąd postanowiłam pójść w jej kierunku.
    Z początku szłam niepewnym krokiem, jakby tęskniąc za wiosennym ciepłem. Pomyslałam o zielonej łące i posmutniałam w jednej sekundzie. W głowie miałam tysiąc różnych mysli. Wiewiórki przebiegały mi pod nogami, jakby mnie nie zauważając.
Poczułam coś, co sprawiło we mnie szybki napływ emocji. Nowy rozdział w życiu? tak właśnie pomyslałam. Miałam na sobie barwy jesieni. Poprawiłam swój gruby, czerwony szal na szyi i dopiełam żółty płaszcz. Uśmiechnęłam się pod nosem i nagle tuż przede mną na ziemie upadł piękny kasztan. Gdy wzięłam go do ręki, poczułam jak z jego serca bije ciepło jesieni. Czułam ją w powietrzu, widziałam  na każdym krzaczku, drzewku a nawet ławce. Przyglądałam się jak jesień wypełnia świat.
Niespodziewanie, gdy beztrosko szłam bez celu, na ławce dostrzegłam kobietę. Wyglądała na około 50 lat, ubrana była w lekki płaszcz, szarą apaszkę i jeansy. W dłoniach trzymała zeszyt i pióro. Po twarzy kobiety widać było, że siedzi tam już dłuższą chwilę. Rumieniec chłodu opanował jej poliki do perfekcji. Byłam nieco zaskoczona, że w taka pogodę ktoś bezstresowo siedzi  w parku pisząc notatki.
Nagle kobieta zauważyła, że się jej przyglądam i uniosła głowę spoglądając w moim kierunku. Poczułam się niezręcznie, ale dostrzegłam łzy na policzkach kobiety. Niepewnym krokiem podeszłam bliżej i zapytałam czy nic się nie stało. Kobieta milczała, a łzy spływały po jej twarzy coraz szybciej. Usiadłam obok, nie mając pojęcia co zrobić. Po dłuższej chwili ciszy zapytałam, czy wszystko w porządku. Skinęła głową przecząco a ja wciąż nie wiedziałam co się stało. Nie była to osoba zaniedbana, by przypominała  bezdomną. Elegancka kobieta, wyglądająca na urzędniczkę.
Po kolejnych kilku minutach ciszy Kobieta odezwała się.
-Jesień. Wyszeptała.
-I to tak bardzo panią zasmuciło? Przecież jesień jest piekna. odpowiedziałam bez zastanowienia.
-nie jesień powoduje, że siedzę tutaj i płaczę, lecz jej historia.
Bardzo zaskoczona zaczęłam przyglądać się kobiecie, jakby czekając na wytłumaczenie. Lecz ona milczała. -opowie mi pani tę historię? – Zapytałam w końcu.
Zapanowała cisza. Kobieta wyprostowała się i otarła łzy.
- To nie jest tak, że nie lubię jesieni… wręcz przeciwnie – Wyznała.
Nic nie mówiąc czekałam aż będzie kontynuować i dowiem się czegoś więcej. I tak też się stało. Siedziałam w skupieniu i wsłuchiwałam się w to co kobieta opowiada.
-jesień to całe moje życie. Wtedy poznałam mężczyznę, którego pokochałam. Rok później o tej samej porze roku oświadczył mi się. Następnego roku wzięliśmy ślub. To był najwspanialszy dzień mojego życia, jesień tego roku była najpiękniejszą jesienią  jaką widziałam. Co rok z niecierpliwością wyczekiwałam jesieni, nic nie cieszyło mnie bardziej niż nadejście tej właśnie pory roku. Spadające liście z różnokolorowych drzew, zapracowane wiewiórki i kasztany wszędzie dookoła . To były oznaki, że znów wydarzy się coś niezwykłego.
-Teraz już wszystko rozumiem. Powiedziałam podekscytowana.
-Nie drogie dziecko, właśnie nic nie rozumiesz…- Kobieta w jednej chwili posmutniała. Nie wiedziałam jak mam zareagować, ale kobieta kontynuowała.
-Następnej jesieni przydarzył się kolejny cud. Urodziłam córkę. Wtedy byłam już pewna, że jesień to najlepsza pora roku. Nigdy nie wpadałam w melancholijny nastrój. Zawsze cieszył mnie nawet deszcz jesienią i chłodne poranki. Wszyscy mi się dziwili. Aż do czasu…
-Co się stało? Zapytałam pośpiesznie.
Przez ostatnie 15 lat jesień przynosiła mi nie tylko nowe, zasuszone, kolorowe liście do kolekcji. Dawała mi zdecydowanie więcej niż mogła. Ofiarowywała mi szczęście, najpiękniejsze chwile w życiu. Nie szczędziła mi atrakcji przez te 15 lat. Tylko rok temu, przesadziła z wydarzeniami ,jakie wpisywałam do jesiennego pamiętnika. 
A zatem mój mąż jak co dzień odwoził córkę do szkoły, na drodze było ślisko i…-kobieta rozpłakała się.
-Co się stało? Zapytałam niechętnie, choć podejrzewałam co chce mi powiedzieć.
-Zginęli oboje na miejscu wypadku. Odpowiedziała kobieta ze łzmi w oczach.
Milczałam. Kobieta wzięła głęboki oddech po czym wyznała:
- I teraz sama nie wiem, jesień jest piękna, wydawało mi się całe życie, że dała mi wszystko co najlepsze. Lecz teraz czuję, że odebrała mi to z powrotem. Wciąż kolekcjonuje liście, piszę pamiętnik. Robię to z mniejszym entuzjazmem, ale z większą nadzieją, że znów jesień da mi najwspanialsze chwile w życiu. Uświadomiłam sobie, że jesień jest teraz moim całym życiem. Tylko ona została mi z przeszłości prócz wspomnień. Dlatego w każdej wolnej chwili przychodzę tutaj, do wspomnień z minionych 15 lat.
-Na pewno zapewni pani jeszcze nie jedną dobrą chwilę.- Pocieszyłam nieznajomą.
Nagle zadzwonił mi telefon, zobaczyłam że to mama. Zmartwiona, dopytywała gdzie tak długo się podziewam. Pożegnałam kobietę i odeszłam w kierunku domu.
     Przez całą drogę powrotną do domu myślałam. Zdałam sobie sprawę z tego, iż cokolwiek wydarzy się w życiu, człowiekowi najlepsze co zostaje to wspomnienia. Podniosłam z ziemi czerwone, zółte i złote liście. W domu schowałam wszystkie oznaki jesieni do pudełka. Nigdy nie zapomnę nieznajomej kobiety  z parku. Od tego dnia podchodzę do życia w podobny sposób jak ta kobieta. Kolekcjonuje wspomnienia, by nigdy nie być samotną.