1
Zaczęło się jak zawsze szybkie spojrzenie, niewinny uśmiech i krępujące ''czy my się nie znamy?''
Późny wieczór, a konkretniej prawie środek nocy, Żaneta siedząc przy barze rozgląda się za swoją siostrą. Od dawna nigdzie razem nie były, więc postanowiły w koncu się gdzieś wybrać.
Sylwia lubiła dobrze się zabawić, flirtować z nowopoznanymi mężczyznami. Żaneta skromniej podchodziła do sprawy. Wolała być na baczność ze wszystkimi dotykającymi ją sytuacjami. Musiała dwa razy upewnić się, nim umówiła się z mężczyzną na randkę. Czy nie jest karany, nie ma żony, dzieci i różne podobne sprawy.
Po około dwudziestu minutach wypatrzyła Sylwię na parkiecie z wysokim przystojnym blondynem. Wyglądał na około 30 lat, lekki zarost dodawał mu subtelności. Uśmiechał się czule, wpatrując się w duże niebieskie oczy Sylwii. Ta bardzo zadowolona tańczyła jakby zapomniała o całym bożym świecie.
Dłużej tak nie mogłam czekać, podirytowana wstałam by zapytać jej czy wychodzimy. Nagle zza winkla wpadł na mnie mężczyzna. Średniego wzrostu, wyglądał na kulturystę. Zmieszany szybko przeprosił mnie po czym podał moją torebkę z ziemi, która wcześniej wypadła mi z rąk. Zauroczona podziękowałam i szybkim krokiem odwróciłam się na pięcie. W tem nieznajomy złapał mnie za ramie. Odwróciłam się i nasze wzroki spotkały się.
-Słucham? - pośpiesznie zapytałam, poprawiając fryzurę.
Zaczęło się jak zawsze szybkie spojrzenie, niewinny uśmiech i krępujące ''czy my się nie znamy?''
Późny wieczór, a konkretniej prawie środek nocy, Żaneta siedząc przy barze rozgląda się za swoją siostrą. Od dawna nigdzie razem nie były, więc postanowiły w koncu się gdzieś wybrać.
Sylwia lubiła dobrze się zabawić, flirtować z nowopoznanymi mężczyznami. Żaneta skromniej podchodziła do sprawy. Wolała być na baczność ze wszystkimi dotykającymi ją sytuacjami. Musiała dwa razy upewnić się, nim umówiła się z mężczyzną na randkę. Czy nie jest karany, nie ma żony, dzieci i różne podobne sprawy.
Po około dwudziestu minutach wypatrzyła Sylwię na parkiecie z wysokim przystojnym blondynem. Wyglądał na około 30 lat, lekki zarost dodawał mu subtelności. Uśmiechał się czule, wpatrując się w duże niebieskie oczy Sylwii. Ta bardzo zadowolona tańczyła jakby zapomniała o całym bożym świecie.
Dłużej tak nie mogłam czekać, podirytowana wstałam by zapytać jej czy wychodzimy. Nagle zza winkla wpadł na mnie mężczyzna. Średniego wzrostu, wyglądał na kulturystę. Zmieszany szybko przeprosił mnie po czym podał moją torebkę z ziemi, która wcześniej wypadła mi z rąk. Zauroczona podziękowałam i szybkim krokiem odwróciłam się na pięcie. W tem nieznajomy złapał mnie za ramie. Odwróciłam się i nasze wzroki spotkały się.
-Słucham? - pośpiesznie zapytałam, poprawiając fryzurę.
- Czy my się nie znamy? - z lekkim uśmiechem
na ustach zapytał .
- Sądzę, że widzę Pana pierwszy raz na
oczy, ale sądzę też, że to żadna przeszkoda by móc Pana poznać. -
odpowiedziałam szybko, jakby diabeł we mnie wstąpił. Nie wierzyłam w to co
przed chwilą powiedziałam.
Mężczyzna zaśmiał się po czym stwierdził, że jest tego samego zdania.
Mężczyzna zaśmiał się po czym stwierdził, że jest tego samego zdania.
Po dziesięciu minutach siedzieliśmy już
przy barze pijąc drinki, rozmawiając w
najlepsze.
Niespodziewanie podchodzi Sylwia, szarpie
Żanetę krzycząc, że wychodzi stąd .
Wystraszona zerwała się na równe nogi, odstawiła drinka i pobiegła za siostrą.
Gdy już była na dworze zobaczyła Sylwie wsiadającą do taksówki. W ostatniej
chwili wskoczyła do niej pytając co się do cholery stało.
- Dobierał się do mnie, bezczelnie się
dobierał. Nie wiem co by się stało gdybym nie miała gazu łzawiącego przy sobie.
- Spokojnie, byłaś w barze, nie byłaś sama. Nic by Ci się nie stało kochanie.
- Spokojnie, byłaś w barze, nie byłaś sama. Nic by Ci się nie stało kochanie.
- nie prawda, byliśmy na zapleczu a tam
nikogo nie było.
-To ile razy mam Ci powtarzać, żebyś
najpierw myślała potem coś robiła?
- Będziesz mi teraz prawić morały?
- Będziesz mi teraz prawić morały?
W taksówce zapadła cisza, kierowca co chwilę
zerkał w lusterko patrząc to na mnie, to na Sylwie. Nie miałam zamiaru
kontynuować rozmowy. Byłam zła .
Następnego dnia rano wstałam lekko zachwianym krokiem powędrowałam do
kuchni po szklankę wody. Tam spotkałam Sylwie. Była w nieco gorszym stanie.
Spojrzała na mnie i wydusiła z siebie „Przepraszam’’. Spojrzałam na nią
podirytowana . Nim zdążyłam coś powiedzieć, dodała :
Ten mężczyzna przy barze wyglądał na naprawdę
porządnego, a na dodatek dobrze Ci się z nim rozmawiało... a nie często Ci się
to zdarza po życiowych porażkach. Jeszcze bardziej podirytowana szybko wtrąciłam
- Wcale nie rozmawiało mi się tak... jak mogło to wyglądać, siedziałam tam od niechcenia czekając na Ciebie.
- Pierwszy raz czuje się słusznie winna, w końcu nawiązałaś dialog z facetem. – zaśmiała się Sylwia
- Nawet mnie nie zainteresował więc skończ temat. – wzięłam szklankę wody i zdenerwowana wróciłam do swojego pokoju.
Tak naprawdę ciągle myślałam o mężczyźnie z baru, nawet się nie przedstawił. Skłamałam, bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. To, że był przystojny to tylko dodatek. No dobra, to największa zaleta... I co mi po nim zostało? Nic, kompletnie nic.
Przespałam się jeszcze kilka godzin i byłam jak nowonarodzona. Ogarnęłam się i wyszłam na miasto zrobić zakupy. Sylwii już dawno nie było, obowiązek pracy nie współgra z nocnymi imprezami ale dla mojej siostry nie ma rzeczy nie możliwych.
Nadszedł wieczór. Leżę zrelaksowana w wannie, napajam się zapachem olejków eterycznych aż tu nagle ktoś bezczelnie przerywa moją sielankę. W pokoju obok dzwoni mój telefon . Staram się nie zwracać a to uwagi, oddzwonię jak wyjdę. Lecz ten dzwonił bez przerwy. W końcu wstałam zdenerwowana i odbieram:
-HALO?- Zapytałam podniesionym głosem.
-Witam czy dodzwoniłem się do Żanety Sawis?
-Tak, a o co chodzi?- Zdziwiona zapytałam.
-Zostawiła coś pani wczoraj w barze przy ulicy Wazów 23/2 . Do odbioru za godzinę, Do zobaczenia!- Po tych słowach mężczyzna rozłączył się pośpiesznie.
Nie miałam wyboru numer zastrzeżony, więc nie mogłam oddzwonić. Musiałam tam iść? Ale po co? Szybko porządkowałam myśli w swojej głowie, co ja mogłam tam wczoraj zostawić. Torebkę mam, miałam w niej wszystkie rzeczy. Sprawdziłam, czy wciąż są w niej mogę gabaryty imprezowe, bo pewnie nie posprzątałam jeszcze zawartości. Wszystko się zgadza, niczego nie brakuje. Więc co to mogło być, nie dowiem się póki się nie przekonam.
40 minut później byłam już gotowa do wyjścia, w drzwiach minęłam się z Sylwią.
- Dokąd się wybierasz?- Zapytała Sylwia.
- Do baru.
-Ty do baru? W środku tygodnia? A dodatek sama? – Multum pytań ze strony Sylwii, jakby to było coś niewiarygodnego.
- Tak, nauczyłam się tego od ciebie. Tak bardzo się zgorszyłam. – Żaneta pośpiesznie zamknęła drzwi i wyszła.
Sylwia stała chwilę nie dowierzając. Sięgnęła do kuchni by odgrzać obiad i usiadła przed telewizorem.
CDN ;-)